Nóż, spadek... i pedofilia, czyli Harry Hole w Bangkoku

Nóż, spadek... i pedofilia, czyli Harry Hole w Bangkoku

Do serii Jo Nesbo powróciłem po trzyletniej przerwie. Człowiek nietoperz zapadł mi w pamięć, jako powieść stawiająca ciężkie kroki na półkach konkurencji, między Samuelem Bjork, a Camilla Läckberg. Mając podstawę nietuzinkowej postaci oraz historii, która może mieć swój rozkwit na naszych oczach, droga do sukcesu jest tylko formalnością.

Tytułowe Karaluchy ukazują nam jeszcze dokładniej, bardziej szczegółowe Bangkok, niż miał to na celu Człowiek Nietoperz, względem Sydney w Australii. Już od pierwszych chwil Harrego w zatłoczonym mieście, czuć pełnie charakteru tutejszych okolic i zwyczajów. Czytelnika przeszywa bród i smród, towarzyszący uliczką i ciasnym zakątkom Bangkoku. Jest to jedno z pożądanych efektów, przy zatraceniu się z każdym słowem w powieść. Mnie osobiście zachwyca fakt poznawania dziesiątek ciekawostek, o których wcześniej nie miałem okazji wiedzieć, a są one odwzorowaniem realnego świata. To jak Karaluchu pozwalają nam zwiedzić Bangkok, jest dla mnie jej głównym fenomenem. A co najważniejsze, mamy możliwość poznania go, od najniższej warstwy gospodarczo-społecznej, po wielkie projekty jednego z najbardziej dynamicznie rozwijających się miast w Azji. Możemy być świadkami... ba ... nawet uczestniczyć w wielu przekrętach, miejscowych ciemnych typów. Śmierć niewinnych zdaje się mieć tu swoje miejsce na piedestale, lecz czy w Bangkoku istnieją ludzie niewinny. 

Nesbo znów uraczył mnie cierpkim poczuciem humoru, którym Harry emanował od pierwszych chwil. Jego sztywniackie podejście do świata i staromodne obyczaje sprawiają, że staje się na swój sposób czarujący, zarówno dla czytelnika, ale w głównej mierze dla kobiet, które w powieści dały znać o swoich zalotach, nie jeden raz.



Karaluchy pokazują nie tylko utrzymywanie się poziomu serii Jo Nesbo, ale przede wszystkim jego rozkwit. Uświadczymy tu dużo bardziej złożone śledztwo, wykorzystujące efekt zbrodni doskonałej. To właśnie tu przyjdzie nam się zmierzyć z niezwykłym potencjałem Harrego i jego trzeźwego umysłu, dzięki któremu śledztwo nabiera kompletnego obrazu. Choć w połowie książki czułem podejrzenia, kto mógł dopuścić się zbrodniczego czynu, kolejne rozdziały próbowały nakierować mnie na kogoś innego, co w konsekwencji dało końcowy efekt "wow". 

Odsunięcie Harrego od zgubnego nałogu, przerzuca czytelnika na pozostałe elementy jego egzystencji, których nie mogliśmy uświadczyć w pierwszej części serii. A jednak brakuje silnej walki z alkoholizmem i utrat pamięci po spotkaniach ze starym przyjacielem Jim Beam. To dodawało charakteru Harremu, jako przedstawicielowi władzy.

To co nie spowodowało zachwytu w mojej osobie, to słabe poczucie bólu z przeszłych zdarzeń, które na Harrym odcisnęły dość spore piętno, jak również mało elementów brawury Harrego. Jednak nacisk na pozostałem elementy jest na tyle duży, że nie można zbytnio zwracać uwagi na to, czego brakuje w tej historii. 

Mi nie pozostaje nic innego, jak wrócić do strony 90 Czerwonego gardła, i dalej pozostać wiernym fanem serii Jo Nesbo.

5 minut znajomości - czyli spotkania online

5 minut znajomości - czyli spotkania online
W zasadzie przypomina to spotkania dla singli (choć to nie jest wyznacznikiem), gdzie panowie przysiadają się do stolika pań, po czym mają chwile, aby zapisać się w ich pamięci czymś niezwykłym, bo za moment ich miejsce będzie należało do kogoś innego. Opuszczają stolik, aby przysiąść się do kolejnego i z tą samą gadką, próbować kolejnego szczęścia. Tak można w najprostszy sposób, opisać dzisiejsze znajomości online.

Cześć...

Poznając kogoś na czatach, aplikacjach typu; gg, tinder, badoo, mamy właściwie do czynienia z chwilą i szczęściem, że ktoś będzie chciał zawrzeć z nami dłuższy kontakt. Potencjalna osoba buduje obraz osoby, z którą rozmawia już od pierwszych jej słów. Zwyczajne powitanie, może wiele wnieść o osobie, z którą mamy przyjemność rozmawiać.

Cześć

Hej 

Hej :)

Dzień Dobry

Witaj

Elo

Każde łączy to samo i każde ma inny podtekst. Powagę, żart, zalotność, swobodę, obojętność. Musimy mieć świadomość, że większość osób poznawanych w ten sposób, robi to dla zabicia czasu, nie mają w myśli poznania kogoś wartego uwagi. Dlatego też, od nas zależy jak potoczy się rozmowa, czy zyskamy trochę zainteresowania i więcej czasu.
Pamiętajmy, że wiele osób przed nami nie wyróżniało się niczym szczególnym. Oryginalność, a przede wszystkim oryginalne pytanie i pasje, skupią większą uwagę na naszej osobie. Lekkie zdania, bez trudnych konwersacji oraz w głównej mierze skupienie swojego zainteresowania na drugiej osobie. Wielu z nas lubi skupiać uwagę na własnych przeżyciach i problemach, stanowią one główny kataklizm ludzkości. Jest to ciężkie do przezwyciężenia, ale zapewniam, że rozmowa potoczy się w dużej mierze na naszą korzyść. Stosując manipulację słowa, staniecie się bardziej interesującą osobą w kontakcie.

Więc jeśli preferujecie taki sposób poznawania nowych znajomych i traktujecie to całkowicie serio, róbcie to z klasą i z zainteresowaniem. A jeśli nie... no cóż... to tylko internet, nikt nie będzie miał do nas pretensji, gdy w trakcie rozmowy uznamy, że pora wyłączyć program, bez ówczesnego pożegnania się, nikt nie będzie żywił do nas urazy. Przynajmniej dłuższej niż 20 sekund.

Mając w zasięgu ręki tysiące nowych osób, tworzymy w sobie coraz większy próg poznawczy, pragniemy czegoś więcej, czegoś nowego. W pewnym momencie zwykli ludzie, ze zwykłym życiem, przestają być dla nas "jacyś". Tracimy poczucie podziału, nie zauważamy różnic między osobami poznanymi , a dopiero poznawanymi.

Nie zapominajmy, że za oknem są osoby, z którymi możemy mieć styczność przez 2 minuty, ale te 2 minuty, będą jak nie kończące się uderzania w klawisze w poszukiwaniu skrawka realnych wrażeń, towarzyszących przy pierwszym spojrzeniu w oczy drugiej osobie.

P.S. Warto dać się poznać ;-D
Copyright © 2016 Uparciuch